Impreza żeglarska w "tawernie" ;)

Skoro zbliżyły się moje 30 urodziny poczułem tęsknotę za zapachem wiatru, szumem wody i tymi wszystkimi wspomnieniami, których nazbierał człowiek podczas kilkunastoletniej przygody z żeglarstwem. Umyśliłem zatem, by zaprosić znajomych i urządzić spotkanie szantowe – aby choć na chwilę przywrócić te chwile, gdy Bałtyk, Zatoka Gdańska, Zalew Szczeciński czy też inne zbiorniki tlenku wodoru szumiały na burtą, a my śpiewaliśmy nieraz do białego rana to, co nam w duszy grało.

Usłyszałem od znajomej, że słyszała, jak w Tawernie pod Kilem ktoś śpiewał szanty. Do takich plotek należy podchodzić z pewną ostrożnością. W realiach wrocławskich gdy lokal nazywa się tawerną, znaczy to tylko tyle, że lokal nazywa się tawerną – poszedłem więc sprawdzić na własne uczy. I oto plotka okazała się prawdą. W ramach wieczoru z muzyką irlandzką miałem nawet okazję przyłączyć się do grania i śpiewania w irlandzko-szantowych klimatach. Oprócz muzyki znalazło się dość miejsca, na wykonanie kilku nieco skompresowanych irlandzkich tańców. Czy jest we Wrocławiu lepsze miejsce na imprezę szantową?

Może nie ma. W każdym razie jest tu bardziej kameralnie niż w Łykendzie, nie mówiąc już o „Tawernie” (też tawerna tylko z nazwy) na Wybrzeżu Wyspiańskiego, a całość stwarza wrażenie zachęcające.

Poszedłem więc na rozmowę by ustalić szczegóły.

Po wniesieniu bezzwrotnej, rozsądnej opłaty za dwa główne stoliki imprezowe uzyskałem do dyspozycji praktycznie pół „Tawerny”. Ustaliliśmy termin imprezy na piątek, jedenaście dni później, a także i to, że gitarę muszę przynieść własną, bo nie ma dyżurnej gitary na służbie.

W dzień imprezy, po to kazało się że każdy z nas wziął swój nowy ulubiony instrument, licząc że gitarą zajmie się ktoś inny musieliśmy dokonać pewnych zabiegów organizacyjnych, żeby gitara jednak dojechała.

Następnie wybraliśmy się do baru, żeby poprosić o nie tyle nawet wyłączenie, co choćby ściszenie muzyki z głośników, byśmy mogli rozpocząć właściwe świętowanie.

Okazało się co następuje:

1) Pani nie ściszy muzyki, bo „nie jesteśmy sami” w knajpie

2) Pani nie ściszy muzyki, bo „jest piątek”.

3) Pani nie ściszy muzyki, i żebyśmy jej o to więcej nie prosili, ewentualnie po północy (grubo po północy) – była bodajże 21:00

Dowiedzieliśmy się zatem, że w „Tawernie” obowiązują niepisane zasady, że mianowicie grać bądź śpiewać można po północy, w środku tygodnia i pod warunkiem, że się jest samemu w knajpie.

Czyli innymi słowy musiałbym po pierwsze ustalić termin np., na środę, po drugie wynająć całą knajpę dla siebie i postawić bramkarza, żeby nie wpuszczał nikogo poza moimi znajomymi, po trzecie wreszcie ustalić termin rozpoczęcia imprezy na godz. 24:00, a nie 18:00 bądź 20:00.

Szkoda tylko, że nikt mnie o tych zasadach nie poinformował niecałe dwa tygodnie wcześniej, w trakcie planowania imprezy. Wtedy nie było problemu z tym, że rezerwuję stoliki na piątek i przyniosę gitarę.

A więc Pani przy barze uznała, że 15 innym gościom, które bawiły się wówczas w „tawernie” (tzn. knajpie żeglarskiej), bardziej będzie przeszkadzać szantowanie moje i 20 gości urodzinowych, niż głośny rock z głośników.


Oczywiście zbyt długo miejsca nie zagrzaliśmy, zabraliśmy gitarę, harmonijkę, skrzypce i obiecaliśmy sobie spotkać się niebawem w bardziej przyjaznym żeglarzom miejscu.

 

Przy okazji - oto kilka kawałków, jakie opracowaliśmy przygotowując się do konkursu na Szanty 2005. Mam wszakże nadzieję, że od tego czasu, pomimo braku regularnych prób w pełnym składzie, wszyscy poczyniliśmy spore postępy.

http://www.tymek.gower.pl/muzyka/sluza.mp3

http://www.tymek.gower.pl/muzyka/nocel.mp3

http://www.tymek.gower.pl/muzyka/prawdziwa.mp3

 

 

Na podsumowanie kilka słów o miejscu

Wystrój:

duży plus. Na ścianach malunki w klimacie żeglarskim, poobwieszane obrazkami czy też zdjęciami z żaglowcami. Wprawdzie nikt nie zastosował szczególnego zabiegu, by połączyć jedno z drugim (jak np. obrazek jako widok przez bulaj), jednak całość robi bardzo dobre wrażenie, moim skromnym zdaniem nawet lepsze niż Łykend.

Bardzo dobrym pomysłem okazało się połączenie namalowanej na ścianie latarni morskiej z latarnią pozycyjną statku zawieszoną na ścianie.

Ceny: przystępne (por strona „Tawerny”)

Położenie: pierwszorzędne – centrum miasta.

Muzyka: Nienajgorsza, ale nieżeglarska (np. Strachy na Lachy Happy Sad itp.), a w rejonie dużych stolików bardzo głośna. Nie słychać zatem co mówi osoba naprzeciwko od ciebie, ale można bez problemu konwersować z osobą, która siedzi po twojej lewej lub prawej stronie,


Do organizacji imprez w „Tawernie”

+ przez rezerwację dwóch sporych stolików można uzyskać miejsce na ok. 20 gości po prawej stronie od wejścia. Liczbę tę można powiększyć przez dostawienie dodatkowego stolika / dodatkowych krzeseł. Oprócz tego jest jeszcze trochę miejsca przy stolikach po lewej stronie od wejścia, przy barze, oraz w małej salce z tyłu.

+ „Tawerna” obsługuje kilka sposobów częstowania gości, a mianowicie 1) Dzwon (kolejka dla wszystkich) 2) Otwarty rachunek organizatora imprezy u barmana 3) Żetony, które można kupić u barmana i rozdać gościom w mirę zapotrzebowania (niewykorzystane można zwrócić, ale w moim wypadku nie było takiej potrzeby)

+”Tawerna” udostępnia lodówkę do przechowania tortu.

+ Przyniosłem talerzyki i łyżeczki jednorazowe, obsługa była pomocna w ich uprzątnięciu, jak również w przygotowaniu do transportu akcesoriów związanych z tortem.

– niepisane zasady, o których dowiadujesz się już na miejscu, po wniesieniu opłaty za rezerwację, zaproszeniu gości i zakupie żetonów, a także brak elastyczności w ich egzekwowaniu.



ityevatimekavadat 2010-03-27 17:01:20
skomentuj (0)



Prawda?

„Prawda nie jest czemś, co jeden posiada, a czego inny nie posiada, tak myśleć o prawdzie mogą co najwyżej chłopi lub apostołowie chłopscy w rodzaju Lutra”
   Nietzsche, Antychryst, przeł L. Staff, Mortkowicz, Warszawa 1907; s. 82

Kim jest chłop (jako ten co właśnie kiedyś posiadał najmniej), że Nietzsche przypisuje mu najbliżczy stosunek do posiadania? Co miałaby znaczyć grzeczność, którą autor próbuje tu wyświadczyć Lutrowi? Od tego trzeba na razie abstrahować. Warte namysłu jest zastosowane tu pojęcie prawdy. A raczej Prawdy. Nie chodzi bowiem o prawdziwość, jaka przysługiwać może jednemu zdaniu, innemu zaś nie (choć wszakże o nią chodzić by mogło). Jeśli zaś mowa o prawdziwości, któ¶a przysługuje wszystkiemu, mamy do czynienia z teologiczno-ontologicznym pojęciem prawdy. Nietzsche wszakże, jako neokantysta, nie mógł rozumieć takiej prawdy inaczej jak w sposób transcendentalny, tzn. jako warunku (samo)rozumienia (podobnie jak wartości swój dowód i rzeczywistość uzyskują dlań tylko i wyłącznie jako konieczny warunek istnienia).

ityevatimekavadat 2010-03-03 20:53:05
skomentuj (0)



U Nietzschego

 

werden immer wieder Einzeldisziplinen als Deutungsmuster verabsolutiert, wie auch innerhalb der Einzeldisziplinen höchst unterschiedliche, vielfach konträre Positionen vertreten werden1.

1Theo Meyer, Nietzsche und die klassische Moderne, [w:] Marta Kopij, Wojciech Kunicki, Nietzsche und Schopenhauer. Rezeptionsphänomene der Wendezeiten, Leipziger Universitätsverlag, Leipzig 2006, s. 14.



ityevatimekavadat 2009-02-03 23:04:49
skomentuj (0)



I po

I po obronie :)

Dowiedziałem się dzięki niej, to co wiedziałem wcześniej, tzn. że często pytający ma na myśli co innego, niż to, co intendowane w pytaniu. Ale cóż daje taka wiedza? Wiem, także, że zarzuty wobec doktoranta formułuje się w części tajnej - zwłąszcza wtedy, gdy są tak bezzasadne, że usłyszawszy je w części jawnej bez trudu by je obalił, dowodząc niekompetencji zarzucającego. Wiem także, że łatwo krytykować doktorat nie czytając. Ci co mogli przeczytać i skrytykować kompetentnie – nie przybyli. Przybyć to znaczy skrytykować. Albo więc docenili jej wartość i uznali, że nie warto krytykować. Albo ocenili bezwartość i nie chcieli jej jeszcze bardziej pogrążać.

Za to usłyszałem niesamowicie instruktywne wywody o całych krokach, półkrokach i ćwierćkrokach :) Muszę zapamiętać to rozróżnienie, bo może się w życiu przydać. Zawsze, gdy znajdujesz się w drodze możesz zapytać profesora, który wie lepiej dokąd ona wiedzie, o to, w jakiej fazie kroku zawsze się znajdujesz.

Co poniektórzy skompromitowali się zadając pytania, wykazujące ich niekompetencję z zakresu filozofii Nietzschego i wykazując brak zrozumienia moich odpowiedzi. Albo komunikscujnś, zadając zbyt dużo pytań naraz – dzięki czemu również i ja miałem okazje się skompromitować, odpowiadając tylko na jedno z pięciu. Ale ogólnie miło, bo wszyscy starali się trzymać tematu – a nie na wszystkich obronach ten warunek jest spełniony.


Dowiedziałem się również, że - w ocenie najlepszych specjalistów - autor książki filozoficznej nie powinien się trudzić, aby uzupełnić stan badań o coś nowego. Nie powinien wychodzić od tego, co już zbadano aby zbadać coś nowego. Przeciwnie, powinien tworzyć masy makulatury powtarzając wszystko to, co i tak od dawna wszystkim jest wiadome. Wtedy oceniający będą zadowoleni, bo usłyszą to, co sami wiedzę - a w związku z tym pozytywnie się odniosą do kompetencji autora. Ale przy takiej strategii filozofia stanie się nie tyle nauką, co formą samoprzedrzeźniania się dyskursu literckiego o niskim poziomie, zatrzymującego się na fetyszu tekstu, a nie docierającego do jego znaczenia. Cóż - można i tak.

Przed obroną mnie zrecenzowano, teraz sam piszę recenzję.

Ale nie wiem jak długa ma być.

Czy 60 tys. znaków to za mało? ;>



ityevatimekavadat 2009-02-01 05:46:07
skomentuj (0)



wolne żarty

Moje pisanie zwykle wychodzi za poważnie na bloga.

Ale nie wszystko stracone
Właśnie kończę dysertację o Kancie i Nietzschem.
A okazuje się, że już o tym artykuł w encyklopedii:

Następną osobą tolerowaną przez Pana N. był filozof Friedrich Albert Lange. Tu się zatrzymamy na chwilę. W czym był dobry Lange, w czym chciał być dobry Nietzsche? Otóż dobry był w byciu nowym Immanuelem Kantem.
Jasne wszak jest, że jeżeli Nietzsche chciał się "uzbroić" filozoficznie zapożyczając od I. Kanta musiał to zrobić jakoś pośrednio, gdyż Kant nie miał ani imienia ani nazwiska choćby podobnie brzmiącego jak Friedrich Nietzsche.
http://nonsensopedia.wikia.com/wiki/Fryderyk_Nietzsche

Jestem pod wrażeniem :)

ityevatimekavadat 2008-09-23 21:23:10
skomentuj (0)



zmieszanie

Zmieszanie.
Góry zdołem, strony lewej z prawą, a także siły przyciągania z siłą odpychania. Nade wszystko zaś chaosu z porządkiem. Albowiem mieszanie się zachodzi zapewne wedle pewnej reguły. Wszakże, o ile przecież (w poznaniu) nie jest ona ustalona, jawi się to wszystko bardzo bałaganiarsko.
Brakowi uztalenia nadaje formę przepływ. Medium czasu, jak zwykle, musi wziąć na siebie ciężar godzenia sprzeczności. A także i nadzieje - że jakimś z przejściowych końców ruchu jest stan sensowny i uporządkowany.
Tym nie mniej, w wyabstrahowanym z czasowości teraz dane jest jedynie skrajne nieokreślenie.
Wobec niego nei da się nic powiedzieć.
A - skoro samym milczeniem powiedziałoby się już za dużo - niechże przemówi poeta.
Może Słowa Innego pokryją Zmieszanie

Zaratustra zstępował samotny z gór, nie spotykając po drodze nikogo. Gdy jednak w las się zanurzył, stanął nagle przed nim starzec, co opuścił chatę swą świętą, aby korzonków szukać po lesie. I rzekł starzec do Zaratustry temi słowy:

– Nie jest mi obcy ten wędrowiec; przed laty przechodził on tędy. Zaratustra zwie się; jednakże przeobraził się on.

Wonczas niosłeś swój popiół w góry; chceszże dzisiaj swój ogień nieść w doliny? Nie obawiasz się kary podpalacza?

O tak, poznaję Zaratustrę! Czyste jest jego oko, a wokół ust jego nie czai się wstręt. Czyż nie stąpa on jako tancerz?

Przeobrażony jest Zaratustra, dziecięciem stał się Zaratustra, ocknięty jest Zaratustra. I czegóż ty chcesz pośród śpiących?

Żyłeś w samotności, jako w morzu, i morze niosło ciebie. Biada, chceszże teraz na ląd stąpić? Biada, chceszże znowu o własnych siłach wlec swe ciało?

Zaratustra odparł: – Kocham ludzi.

– Czemuż – rzekł starzec – usunąłem się i ja niegdyś w lasy i w głusz samotną? Czyż nie dlatego, żem ludzi nazbyt ukochał?

Teraz miłuję Boga, nie kocham ludzi. Człowiek jest rzeczą zbyt niedoskonałą. Miłość ku ludziom zabiłaby mnie.

Zaratustra odparł: – Cóżem ja o miłości mówił! Niosę ludziom dar.

– Nie dawaj im nic – rzekł święty. – Raczej ujmij im nieco i dźwigaj z nimi społem. Tem najbardziej im wygodzisz: obyś sobie jeno tem dogodził!

A jeśli chcesz ich koniecznie obdarzać, nie dawaj więcej nad jałmużnę i każ im jeszcze żebrać o nią!

– Nie – odparł Zaratustra – nie dawam jałmużny. Nie jestem na to dosyć ubogi.

Święty zaśmiał się z Zaratustry i rzekł w te słowa: – Bacz więc, aby przyjęto twe skarby! Nieufni są oni względem samotników i nie wierzą, abyśmy przychodzili, by obdarzać.

Kroki nasze dźwięczą im zbyt samotnie po pustych ulicach. A gdy po nocy w swoich łożach, na długo przed wschodem słońca czyjeś kroki zasłyszą, pytają wówczas: dokąd zmierza ten złodziej?

Nie chodź do ludzi, pozostań w lesie! Udaj się raczej do zwierząt! Czemu nie chcesz być jako ja – niedźwiedziem pośród niedźwiedzi, ptakiem pośród ptaków?

– I cóż robi święty w lesie? – zapytał Zaratustra.

Święty odparł: – Pieśni składam i śpiewam je, a gdy pieśni składam, śmieję się i płaczę, i pomrukuję z cicha: tak Boga chwalę.

Śpiewem, płaczem, śmiechem i pomrukiem chwalę Boga, który jest moim Bogiem. Lecz cóż to niesiesz ty nam w darze?

Gdy Zaratustra te słowa usłyszał, pokłonił się świętemu i rzekł: – Czemże was mógłbym ja obdarzyć? Pozwólcie mi jednak odejść czem prędzej, abym wam czego nie odebrał! – I tak oto rozstali się ze sobą starzec i mąż, śmiejąc się jako dwa żaki.

Gdy Zaratustra sam pozostał, rzekł do swego serca:

"Czyżby to było możliwe! Wszak ten święty starzec nic jeszcze w swem lesie nie słyszał o tem, że Bóg już umarł!"

Tako rzecze Zaratustra, oczywiście ten Nic-zeański

ityevatimekavadat 2008-08-24 00:00:38
skomentuj (0)



milczeć do o tym co ważne i spierać o to, co nic nie znaczy

Habermas postuluje ujęcia założenia o racjonalności partnera w komunikacji jako koniecznego do przyjęcia, ale ewentualnie kontfaktycznego. Innymi słowy: bywa, że musimy je zrewidować jako w danym wypadku przyjęte niesłusznie.

"Niezrozumiałe i osobliwe, dziwaczne i zagadkowe wypowiedzi prowokują dociekliwe pytania i wywołują irytację dlatego, że implikują bezzasadność nieuchronnego w działaniu komunikacyjnym założenia"1.

1Jürgen Habermas, Działanie komunikacyjne i detranscendentalizacja rozumu, s. 20-21.

Właśnie na tym polega problem, żeby rozróżnić: kiedy sytuacja dotyczy czegoś "zagadkowego" i trzeba pytać dociekliwie, aby uratować komunikację. A kiedy - pojawia się wątpliwość co do możliwości samej komunikacji. Możliwości, o której nie można już dyskutować, sama bowiem dyskusja jest już komunikacją. Habermas zwraca uwagę, że zwykle zakładamy, że z drugą stroną można się dogadać (to właśnie wyraża owo "założenie racjonalności").

Nawet jeśli druga osoba odbiega od idealnego wyobrażenia, jakie mamy na temat procesu komunikacji ignorujemy wedle Habermasa tę różnicę. Przemilczamy - bo o czym tu mówić? To, co podlega przemilczeniu to najbardziej fundamentalne założenia określające daną relację. Nie mówi się o nich - być może dlatego, że wydają się oczywiste. Zaś możliwość ich niespełnienia może nie tyle niewyobrażalną, co nieakceptowalną

Owo rozróżnienie: na temat fundamentalnego założenia nie rozmawiamy - bo musimy w nie wierzyć, i tylko mocą tej wiary przystępujemy do rozmowy (nawet jeśli ją już od jakiegoś czasu prowadzimy). Z drugiej strony, owych "dziwacznych" wypowiedzi, którym towarzyszy dociekliwość wydaje się bardzo trafne. Czy jednak to, że czasami tak rozróżniamy znaczy, że tak czynić powinniśmy? Czy rzeczywiście dociekliwość dotycząca rzeczy najmniejszych jest w stanie rozstrzygnąć spełnienie lub niespełnienie zasadniczego założenia?


ityevatimekavadat 2008-08-04 19:52:57
skomentuj (0)



cytaty dla uśmiechu :)

Dowody że p
W internecie można znaleźć piękne dowody.  Przydatne przede wszystkim filozofom przygotowującym się do obrony.

             Morganbesser:
If not p, what? q maybe?

            Galen Strawson

            Anyone who says that not-P is using the terms differently from me. Therefore P.

 

Oraz najlepsze:

               Goldman:

Several critics have put forward purported "counterexamples" to my thesis that p; but all of these critics have understood my thesis in a way that was clearly not intended, since I intended my thesis to have no counterexamples. Therefore p.

Oczywiście nie są to cytaty, tylko tendencyjne interpretacje, które jednak starają się ująć najstotniejszą część argumentu stsosowanego przez danego :)

Więcej kwiatków na :
http://consc.net/phil-humor.html

ityevatimekavadat 2008-07-21 10:17:08
skomentuj (0)



Dopełniacz czy cudzysłów? Poszukiwanie precyzji w filozofii

Czy istnieje jakaś semantyczna różnica pomiędzy wyrażeniami pojęcie: „podmiot” a pojęcie podmiotu? Drugie wydaje się bardziej zgodne z gramatyką języka polskiego. Przyjęto w niej bowiem, że rzeczowniki odmieniamy przez przypadki. Poprzez zastosowanie cudzysłowia słowo „podmiot” przestaje być już traktowane jako rzeczownik. Mamy do czynienia jedynie z ciągiem znaków.

Czy wyrażenie pojęcie: „podmiot”w ogóle jest sensowne. Pojęcie to przecież nie to samo co słowo. Desygnatem wyrażenia słowo: „podmiot” jest ciąg znaków „podmiot”, pojmowany w abstrakcji od jego przedmiotowego odniesienia. Historyk filozofii może pytać: jak ten czy ów rozumie słowo: „x”. Zadając to pytanie wychodzi od pewnego materiału tekstowego, w którym pojawia się dane słowo. Następnie, przy zastosowaniu wszelkich dostępnych mu metod dochodzi do zrozumienia znaczenia, jeki owemu słowu przypisuje konkretny filozof. Innymi słowy, historyk precyzuje, jakie pojęcie wyraża dany filozof przy pomocy owego słowa.

Cudzysłów ma tu do spełnienia bardzo ważną funkcję. Jeśli mówię, że jakiś filozof używał słowa: „x”, daję tym samym do zrozumienia, że moje (a także i odbiorcy mojego tekstu) rozumienie znaczenia słowa : „x” może być inne, nić to, którym dysponował omawiany autor. Owo „x” jest cudzym słowem.

Pojęcie to nie tylko słowo. To także cechy, na podstawie których odróżniamy przedmiot będący desygnatem owego pojęcia od przedmiotu, który nim nie jest. Pojęcie ma też aspekt pragmatyczny. To, w jakich sytuacjach używane jest dane słowo również należy do związanego z nim pojęcia - współokreślajęc jego sens.

W wyrażeniu pojęcie podmiotu występuje dopełniacz. Jak należy go rozumieć? W łacińskim genetivus wyraża się pochodzenie. Rzeczownik „kowala” znaczy zatem „wywodzący się od kowala”, czyli jest tożsame z „kowalski”, albo „kowalowy”. Przy pomocy dopełniacza wyrażamy także przynależność. Słowo „kowala” znaczyć może „należący do kowala” albo „związany z kowalem”.

Desygnatem wyrażenia: „problem podmiotu” jest problem, który charakteryzowany jest bliżej właśnie przez to, że wiąże się z podmiotem. Podobnie, sformułowanie „problem wolności” desygnuje problem, który wiąże się z wolnością.

Wyrażenie problem „podmiot” albo problem „wolność” wydaje się nie mieć sensu. Bo nawet jeśli mówimy, że „wolność jest problemem” wyrażenie to jest metaforyczne. Problemem może być samo osiągnięcie wolności. Osiągnięcie wolności może być trudne, to znaczy problematyczne. Problemem może być również: „jak pomyśleć świat, żeby wolność była możliwa?”. Albo: „co zrobić, żeby stać się wolnym?”. Jak pokazują powyższe przykłady, problemy filozoficzne wyrażają się w zdaniach. Desygnatem pojęcia „problem wolności” jest sytuacja problemowa, która zmusza do zadawania takich pytań. Sytuacja ta wiąże się co prawda o tyle z pojęciem wolności (tzn. ze słowem wolność i jego znaczeniem), nie jest to jednak relacja identyczności, która pozwalałaby desygnat słowa „wolność” uczynić bez żadnej dodatkowej konwencji nazwą problemu.

Pojęcie wolności określa denotację słowa „wolność”. Nie można utożsamiać słowa i pojęcia. W pojęciu filozoficzne zawiera także konotację, pragmatykę, a także (w pewnym sensie) – swą historię. Często jest tak, że w filozofii nie możemy zdefiniować pojęcia przy pomocy innych pojęć, gdyż grozi to cofaniem się w nieskończoność. Dlatego, przynajmniej niektóre pojęcia musimy określać przez ich historię, to znaczy przez rolę, jaką pełniły w stawianiu i rozwiązywaniu określonych problemów filozoficznych.

Pojęcie podmiotu, to pojęcie, które wiąże się ze słowem „podmiot”. Zawiera oprócz samego słowa jeszcze jego znaczenie.

Podobnie problem podmiotu. Jest to zespół pytań, które wiążą się ze słowem „podmiot”. (Np. jak powinniśmy rozumieć to słowo, żeby było sensowne). Tutaj również istotne jest znaczenie danego słowa, a nie słowo samo.

Pojęcie (przynajmniej filozoficzne) wydaje się semantycznie bliższe problemowi niż słowu.

W historii filozofii wygodniejsze jest zajmowanie się słowami niż pojęciami czy problemami. Nie musimy wtedy zajmować się interpretacją. Ale wygoda ta jest pozorna. Bowiem jeśli powiemy „Filozof A słowo „x” rozumiał jako y”, to już słowa y używamy w naszym własnym języku. A więc już słowo y musimy zaczerpnąć z własnego języka, a nie z języka owego filozofa.

Aby zajmować się problemem x u filozofa A słowa „x” musimy używać w stylizacji przedmiotowej, a nie słownikowej. To znaczy musimy zaczerpnąć je ze swojego własnego języka, a nie z języka danego filozofa.

W ten sposób problem autonomii możemy znaleźć np w myśli filozofa, który nie posługiwał się słowem „autonomia”, ale np. „wolność”, „niezależność”, albo „samoregulacja”.

Sformułowanie pojęcie: „podmiot” jest mylące (jeśli, i o tyle, o ile), jego założeniem sensowności jest utożsamienie słowa i pojęcia. Utożsamienie o tyle niesłuszne, że redukując zakres znaczeniowy słowa „pojęcie” do zakresu znaczeniowego słowa „słowo” stawiamy siebie w bardzo trudnej sytuacji – bo brakuje nam słowa, na określenie tego, co normalnie nazywamy słowem „pojęcie”.

Utożsamienie takie musi zachodzić, o ile wartością jaką zwraca funkcja brania w cudzysłów (dla argumentów mających naturę ciągu znaków) jest jedynie nazwa danego ciągu znaków. A więc nazwa słowa. Słowa, nie pojęcia. Jeśli dobrze interpretuję znaczenie cudzysłowu to wyrażenie pojęcie „x” jest contradictio in adjectio.




ityevatimekavadat 2008-04-16 21:02:01
skomentuj (1)



wy-jaśnić

Nietzsche pisze, że dzięki fizyce poznajemy tylko prawa rządzące następstwem i współwystępowaniem zjawisk, ale to jeszcze nic nie wyjaśnia.

W zrozumieniu tej myśli może okazać się płodne rozwinięcie zastosowanej przez niego metafory optycznej. Poznanie fizyczne nie przedstawia przedmiotów w medium światła. Jest ciemno – możemy tylko ich dotknąć poznać ich kształt.

Również James wskazuje silne w myśleniu zdroworozsądkowym przekonanie, że rzeczywiście istnieje tylko to i wszystko to, czego można dotknąć. Fizykę (a w zasadzie mechanikę Newtona, która w czasach Nietzschego i Jamesa nie straciłą jeszcze autorytetu wzoru naukowości) można pojmować jako rozwinięcie tego poglądu.

Nie widzimy wszakże w jej obrębie - kolorów. Aby było to możliwe potrzebne jest źródło światła. To co dostrzegane nie ma znaczenia – potrzebne jest jego źródło. Znaczenie wypływa z podmiotu – jako żywej istoty, która ma potrzeby, której na czymś – niedowolnie – zależy. Wyjaśnienie powiedzie się jedynie wtedy, gdy to co poznawane zostanie określone w jego relacji do tych potrzeb, ujęte zostanie poprzez pojęcie takiej „zależności” albo (jakby to ujął Heidegger) – troski.



ityevatimekavadat 2008-04-02 15:25:59
skomentuj (0)

bloktymka

Moje domowe strony ;-)

Nietzsche

Blogowisko:

iduna
lisaday
naomi
navi
orgietka
u-filipinki

Radek Zyszczyński
Marcin Sieńko

Księga gości


blog.pl

Nachgelassene Schriften ;-p
2010
marzec
2009
luty
2008
wrzesień
sierpień
lipiec
kwiecień
styczeń
2007
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
luty
styczeń
2006
grudzień
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec